26.09.2014

[recenzja] "LEGO: Przygoda" na DVD

Pomyślmy rozsądnie: pełnometrażowa animacja zrobiona (prawie) wyłącznie z klocków LEGO? To się nie może udać… A jednak, "LEGO: Przygoda" to świetny film dla małego i dużego widza. Ba, nawet niespecjalnie trzeba lubić wyroby słynnej duńskiej firmy. Zapraszamy do recenzji wydania DVD.

O czym jest film? Świat LEGO rządzony jest przez potężnego Lorda Biznesa, który wdraża przebiegły plan ujednolicenia i ustandaryzowania wszystkiego. Zbliża się jego finałowa faza, a przeszkodzić może mu jedynie wybraniec: ludzik, który zdobędzie legendarny klocek oporu i dzięki kreatywności przebuduje świat na nowo. Pech chciał, że rola ta przypada Emmetowi – zwykłemu budowlańcowi, którego żółta główna pełna jest sloganów Lorda Biznesa.

Gdy spojrzeć z perspektywy na fabułę, to jest ona prosta jak konstrukcja cepa: ot, kolejny film, w którym zwykły szaraczek na skutek nieprzewidzianych okoliczności zostaje wybrańcem, który ma uratować świat. Zgodnie z zasadami monomitu bohater będzie przeżywał wzloty i upadki, będą momenty zwątpienia i załamania, ale też chwile podniosłe i bohaterskie. Sprawne wykorzystanie tych motywów już samo w sobie potrafi przykuć uwagę, ale w przypadku „LEGO: Przygody” to dopiero początek świetnej zabawy.

Sednem filmu jest mnóstwo popkulturowych nawiązań na wielu płaszczyznach. W poszczególnych scenach przebrzmiewają echa filmów takich jak „Władca Pierścieni”, „Matrix”, „Terminator” czy „Batman”, postaci sypią rozpoznawalnymi onelinerami (zarówno w wersji oryginalnej, jak i całkiem udanym polskim dubbingu), a całość okraszona jest sporą dawką, często autoironicznego, humoru. W końcowym efekcie pomagają również legowe wersje postaci filmowych: Batman: na przykład jest jeszcze bardziej mrrroczny niż w filmach Nolana. „LEGO: Przygoda” stanowi zaskakującą mieszankę, która zapewnia mnóstwo śmiechu widzowi… a należy przypuszczać, że równie dobrze bawili się Phil Lord i Christopher Miller, którzy przy tej produkcji stanowili tandem scenarzysto-reżyserski. 
Jedyne rozczarowanie przynosi zakończenie, w którym pojawiają się prawdziwi aktorzy, a za ich sprawą dość drętwy i przewidywalny morał. Oczywiście przesłanie filmu mówiące, że liczy się wyobraźnia i kreatywność, a nie sztywne zasady, jest istotne, ale było równie dobrze widoczne i bez podkreślania go. Efektem wprowadzenia takiego rozwiązania jest wyjście z konwencji i mimo wszystko lekkiego, humorystycznego klimatu filmu. Jednakże to tylko niewielka wada tego udanego filmu: wcześniejsze kilkadziesiąt minut całkowicie rekompensują tę niedogodność.

Wydanie DVD nie obfituje w materiały dodatkowe. Na widzów czeka teledysk-karaoke (oczywiście zrobiony z klockowej animacji) do wpadającej w ucho piosenki „Everything is Awesame” oraz kilku filmików przygotowanych przez fanów na konkurs. Te ostatnie stoją na profesjonalnym poziomie… co nie powinno dziwić, bo ponoć rocznie LEGO bawi się rocznie ponad 400 mln osób: wśród nich muszą znaleźć zręczni filmowcy. Zresztą przecież z wykorzystaniem tych klocków powstaje sporo parodii i filmów inspirowanych kinowymi hitami. Legowy fandom ma się dobrze… pozostaje mieć nadzieję, że przełoży się to również na profesjonalne produkcje. Jeśli będą stały na takim poziomie jak „LEGO: Przygoda”, to mówię wprost: CHCĘ WIĘCEJ!


Tymoteusz Wronka